INSTAGRAM

Instagram

czwartek, 9 lipca 2015

moje włoskie szalone wakacje - część 1 Mediolan

Milano, Como, Cinque Terre, Carrera Avenza, ( Manarola, Monterosso, Portovenere) Verona, Pisa, Firenze ;)))




wychodzenie ze strefy komfortu - oznacza wspaniale wspomnienia choć na początku - jest trudno to opłaca sie, bo zauważamy rzeczy, których nigdy nie znaliśmy. w ciągu 7 dni naprawdę może się dużo wydarzyć i tak sie wydarzyło we Włoszech.


nasza podróż rozpoczęła się przed 5 rano gdy wylądowałyśmy na warszawski Okęciu i czekałyśmy na samolot do Włochy- Bergamo.

po prawie 2 godzinach lotu - przywitał nas żar lejący się z nieba - a była przecież 8 rano. Ale klimatyzowany autokar okazał sie zbawieniem.

jeżdżę z koleżanką - bo co dwie głowy - to nie jedna - mi dobrze wychodzi organizowanie noclegu i planowanie co zobaczymy - Aga pamięta o takich rzeczach jak pozostawienie bagaży i pilnuje mapy (bo ja sie gubię)

po godzinie w autokarze wysiadłyśmy na dworcu centralnym.

poszłyśmy do przechowalni bagażu - oddać nasze walizki by spokojnie i bez ciężaru zwiedzić Mediolan.
zawsze zastanawiałam sie po c przechowalnie bagażu, kto tam zostawia bagaże - no to teraz wiem - gdy ma sie podróżuje i tylko nocuje u miejscowych w ciągu dnia to zbawienie oddać walizkę i spokojnie zwiedzić miasto.

za każdą walizę pobierana jest opłata. pierwsze 6 godzin kosztuje 5 euro, każda następna

0,90 centów za godzinę. wyszło nas niecałe 8 euro od osoby.

pierwsze kroki zawsze na naszym planie - to zjedzenie czegoś lekkiego i wypicie kawy.
Zasada jedna - oddalić sie od głównej ulicy, skręcić w małą uliczkę i szukać mieszkańców oblegających jakąś kawiarnię - znalazłyśmy dość szybko - bo głód a raczej zaspanie nam rzucało sie w oczy

ja wzięłam doppio espresso - czyli podwójne espresso z kroplą mleka - cudowne i mocne ( w Polsce takiej kawy sie nie kupi) 2 euro (zwykłe espresso 1 euro).





teraz mogłyśmy wybrać sie na zwiedzanie tak uwielbianego przez wszystkich Mediolanu.

zaczęłyśmy zwiedzanie od Stadionu. Pojechałyśmy tam metrem - wybrałyśmy bilet 24 godzinny miejski za 4 euro ;))

Niestety stadion z powodu koncertu był zamknięty ;(( no cóż pozostało nam zrobic kilka zdjęć z zewnątrz i pojechanie dalej.








żar lał sie z nieba i tu poznaliśmy złą część Mediolanu - w Mediolanie bardzo trudno znaleźć sklep spożywczy, super-market (one są ale na obrzeżach miast gdzie można dojechać tylko samochodem)
i ratowałyśmy się woda z kraników (których jest tam kilka, wodą z automatów, które znajdują sie w metrze i kapaniem w fontannach ;)))







później wycieczka od słynnej katedry na Piazza del Duomo ;)))

najbardziej oblegany przez turystów i "handlarzy" dających bransoletki ze sznurka - na szczęście i za darmo. niestety te za darmo kosztuje 2-5 euro.

dostajesz do ręki suchy makaron i zaraz pojawia sie wokół ciebie mnóstwo gołębi, które zaczynają jeść ci z ręki.

no i oczywiście chętnie ci robią zdjęcia aparatem a później mówią ile masz im zapłacić ;)))

Ale warto wydać te kilka euro by mieć te zdjęcia ;))









czas wybrać sie na lunch - w końcu po to przyjechałyśmy do Włoch by jeść makaron i pizzę itd. ;)))
choć uśmiecham sie gdy przypominam sobie, że w jednej z restauracji napisane było wielkimi literami. drodzy turyści my pizzy nie podajemy. Włoska kuchnia to nie tylko pizza ale tez inne danie, które podajemy ;)))

oddaliłyśmy się od centrum i znalazłyśmy przemiłą małą knajpkę (menu tylko po włosku, kelnerzy nie znają angielskiego, prosty wystrój - to oznacza dobra kuchnię)

ja wzięłam spaghetti z Botargą - Suszona i sproszkowana ikra tuńczyka - Bottarga di tonno

mi smakowało - choć powiem, że smak dziwny - ale dla mnie bardzo smaczne i oczywiście do tego karafka domowego białego wina ;)))




dalsze zwiedzanie








no i oczywiście słynny pasaż zakupowy
budynek piękny, sklepy z najwyższej półki 
samo miejsce mnie zachwyciło, ale moda na którą i tak nie mogę sobie pozwolić mnie nie kręci ;)))






 uniwersytet

po zwiedzaniu odebrałyśmy bagaże i pojechałyśmy odpocząć ;))
juz drugi raz korzystamy z https://www.couchsurfing.com

i tym razem pojechałyśmy pod Mediolan - dokładnie jeden przystanek metra za strefą miejską ;)

bardzo przyjemne miejsce - nawet poczułam sie jak u siebie na Żoliborzu ;)) kameralnie i zielono

po całym dniu chodzenia, po pobudce o 3 rano - nasz gospodarz zaproponował bieganie - wzięłam buty biegowe, ale bałam sie bo ostatnio biegałam w szkole podstawowej (później zwolnienia z wf-u)

poprosiłam go by nie pozwolił mi sie poddać bo muszę przebiec 5 km ;)))


udąło się, choć miałam chwile zwątpienia już po pierwszych 200 metrach ;)) szczęśliwa wróciłam do domu mój czas 45 minut ;)) zmęczona wzięłam prysznic, zjadłam kolację.
z koleżanka zadecydowałyśmy, że nie zostajemy w Mediolanie tzn - przynajmniej spróbujemy pojechać pociągiem na cały dzień do jakiejś inne miejscowości. wybór padł na Como ;)

Mediolan mnie nie zachwycił. drogie sklepy i nocne kluby mam na co dzień w Warszawie, 

mnóstwo bezdomnych i smieci na ulicy

w następnych odcinkach dalsze moje przygody i zwiedzanie we Włoszech

dowiecie sie dlaczego spędziłam noc na dworcu centralnym i co ma metro z tym wspólnego 
keep calm and go to Milano - to na pewno nie moje hasło ;)))

najważniejsze :

jak wyjdziecie z dworca Centralnego - zaraz na wprost po prawej będzie pizzeria Miniera D ' Oro
nie polecam - jedzenie średnie a oszukują. cena pizzy w menu 15 euro a właściciel dolicza 15 euro dodatkowo za napiwek ;((( czyli 32 euro za mała pizze i dwie herbaty ;(( tragedia
ale obok po lewej jest kawiarenka. bardzo miła obsługa i dobra kawa no i mc donald - bo on działa najdłużej i jak czeka sie na pociąg to jedyna opcja ;)))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz